There's a popular belief about trends - if you want to be "in" you have to be a modern fashionista, renting a one-bedroom apartment in London or some other big city, spending a little fortune on fashionable clothes every week. Don't get me wrong. I have nothing against such girls - if I were them, I would do the same, I suppose. I just need to put that magazines-homemade little lie right. Let's face it - nowadays trends come, pass away...and come back two seasons later. So actually no matter what you have in your wardrobe, it's fashionable - or it will be in a six months.
Right, so we have this discussed - you really can't escape from being in fashion. Now, what happens if you really really don't want to be in it? Maybe you're a trendsetter, sitting late at night and hunting on ebay for some vintage treasures. Maybe you're a woman who buys only well-cut, no-pattern clothes from the expensive shops. Or maybe you just want to be you, looking like you not like every second girl you run into on the street. Your perfectly fitted white shirt which should be a basic turns out to be an it-item this autumn. My advise how not to lose yourself in the multitude of fashion trends?
Jest pewien stereotyp dotyczący trendów - jeśli chcesz być modna, nie pozostaje ci nic innego, tylko wynająć jednopokojowe mieszkanie w Londynie albo innej metropolii, bywać na imprezach, na których "bywać należy" i co tydzień wydawać małą fortunę na najnowsze ubrania. Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko takim osobom - gdybym była na ich miejscu, robiłabym zapewne to samo. Chcę tylko sprostować to małe kłamstewko stworzone i hodowane przez popularne magazyny o modzie. Spójrzmy prawdzie w oczy - trendy pojawiają się, znikają...i wracają dwa sezony później. Ogólnie rzecz biorąc, praktycznie wszystko, co znajduje się w naszej szafie (począwszy od fuksjowego sweterka, przez szorty z wysokim stanem, kończąc na czarnych cygaretkach) - jest modne albo będzie w przeciągu sześciu miesięcy.
Tę sprawę mamy za sobą - nie można uciec od trendów. Co więc się dzieje, jeśli naprawdę, ale to naprawdę nie ma się najmniejszej ochoty mieszać w te wszystkie tendencje i hity sezonu? Być może jest się trendsetterem, siedzącym po nocach i polującym na ebayu na oryginalne ubrania vintage z lat 40.? Może kobietą szczycącą się opinią "rozsądnego klienta" (czytaj: kupującej dobre gatunkowo, klasycznie szyte ubrania)? A może po prostu chce się być sobą, a nie co drugą dziewczyną napotkaną na ulicy w tych samych kobaltowych spodniach 3/4 i z brązową torebką z frędzlami? Nagle perfekcyjnie dopasowana biała koszula, którą powinno się uważać za klasykę i podstawę garderoby, okazuje się hitem sezonu jesieni. Moja rada, jak nie zatracić siebie pośród trendów?
Don't try too hard.
Nic na siłę.
You can't escape from trends, I'm sorry. Doing your best to make your outfit more original can only make it worse.
I know most of the collections by heart, I'm aware of the trends but I seriously don't care whether my dress can be labeled as a hot "wild-print" inspired Giles or just a dress with some nice prints on it. I won't be hiding in my bathroom crying all night long just because every single piece of clothes I was wearing turned out to be trendy this season. Neither will I shop with a scrap from ELLE's trend guide, looking for clothes that didn't appear there to avoid being called "a fashion victim". I do not have a desire for every new bag from autumn-winter's collections, but I wouldn't be offended if somebody offered me one of the most fashionable Valention's creations. Trends are for people. Fashion is for people. But for me the most important thing is to strike a balance between tendencies and your inner style, because everyone has one. I won't be sharing with you here my 'stylish tips' because this term sounds so dull that even typing it on my keyboard makes me a) sick, b) wanna put it one of the magazines with headlines "How to make boys look at you" or "The most wanted eye-catching clothes! Get them right now!". So no 'stylish tips' from me. BUT, I have some thoughts, just some random, mixed, out of nowhere thoughts, that may be helpful for you. Or just interesting.
Przykro mi, nie da się uciec przed trendami. Bezsenne noce spędzone na obmyślaniu najbardziej nietypowych kombinacji ubrań nie dają zbyt rewelacyjnego rezultatu, a nawet mogą zaszkodzić. Znam większość kolekcji projektantów na pamięć, jestem świadoma trendów panujących w danym sezonie, ale tak naprawdę nie przywiązuję wielkiej wagi do tego, czy do mojej sukienki można przykleić etykietkę najmodniejszej, w "dzikie wzory", inspirowanej Giles, czy można ją określić jako "ładną i z ciekawymi nadrukami". Ale też nie będę chować się po łazienkach, płacząc całe noce tylko dlatego, że jakiś element mojego stroju, który miałam na sobie, okazał się być modnym w tym sezonie, choć wcale tego nie chciałam. Tak samo nie będę robić zakupów z wyrwanym przewodnikiem po trendach ELLE i szukać ubrań, które tam się nie (sic!) pojawiły, byleby tylko uniknąć nazwania mnie "ofiarą mody". Nie pragnę każdej torebki z najnowszych kolekcji jesień-zima, ale nie obraziłabym się, dostając w prezencie jedną z najmodniejszych kreacji Valentino. Trendy są dla ludzi. Moda jest dla ludzi. Najważniejszą rzeczą jest jednak dla mnie umiejętność pogodzenia, osiągnięcia równowagi pomiędzy trendami, a własnym stylem, bo przecież każdy go ma. Nie podzielę się z wami moimi "stylowymi poradami", bo te dwa słowa brzmią tak niepoważnie, że samo wstukiwanie ich na klawiaturze a) przyprawia o mdłości, b) powoduje chęć umieszczenia ich w artykułach do gazet specjalizujących się w reportażach typu "Jak być zauważoną przez chłopaków?" albo "Najfajniejsze neonowe ciuszki sezonu! Zdobądź je już teraz!". Tak więc, żadnych "stylowych porad" ode mnie tu nie usłyszycie. Kłębi mi się jednak w głowie kilka myśli, myśli różnych, pomieszanych, wziętych ni z tego ni z owego, które mogą okazać się dla Was przydatne. A przynajmniej interesujące.
BORING BUT TRUE
I bet you heard that milion times but I dare to repeat it just to emphasise the importance of this simple thing: basics. Build your wardrobe around simple colours and cuts than add some craziness. This way you can avoid an awkard situation when getting ready to opera, you find the content of your wardrobe in the form of: skull leggins, one-sleeve blouse with a cross on it and Litas by Jeoffrey Campbell. Once my friend told me about a very rich woman that had a lot of great designs in her closet but always used to buy really simple ones. When she was about to fly, she would wear a white tshirt (Calvin Klein), black straight trousers (Alexander Wang), ballerinas (Lanvin) and a classic trench (Burberry). When in opera she dressed very modestly, Chanel little black dress and kitten heals. I really liked the idea of her dressing up, she was investing in the fabirc and even though she could afford the craziest Dior's or Gucci's designs, showing off didn't bring her pleasure. Sometimes (for me - in most of the cases) it's better to keep things simple.
Założę się, że słyszeliście to już milion razy, ale ośmielę się powtórzyć jeszcze raz, żeby podkreślić powagę tej prostej sprawy - klasyki. Zbudujcie swoją garderobę, bazując na stonowanych kolorach i prostych krojach, potem dodawajcie, czego tylko dusza zapragnie. Tym sposobem unikniecie niezręcznej sytuacji, gdy przed wyjściem do teatru, zastajecie w swojej szafie: legginsy w trupie czaszki, bluzki na jedno ramię z krzyżem i Lit Jeoffrey Campbella.
Kilka miesięcy temu moja przyjaciółka opowiedziała mi o pewnej bardzo bogatej kobiecie, która kupowała drogo, od najlepszych projektantów, ale zawsze wybierała najprostsze projekty. Kiedy wybierała się na lotnisko, miała na sobie biały t-shirt (Calivin Klein), czarne spodnie z kantem (Alexander Wang), baletki (Lanvin) i klasyczny beżowy trencz (Burberry). Gdy odwiedzała operę, ubierała się skromnie i z klasą - mała czarna Chanel i czarne buty na niskim obcasie. Od tamtej pory podziwiałam ideę dobierania ubrań tej kobiety - inwestowała w materiał i choć stać ją było na najbardziej spektakularne i zwariowane projekty Dior czy Gucci, popisywanie się strojem nie sprawiało jej przyjemności. Czasami (dla mnie - w większości przypadków) lepiej zachować prostotę.
WHITE SHIRT
An iconic thing. Seen at Audrey Hepburn, teachers, Marlin Monroe, office workers, Cary Grant, high school students (unfortunetely in most cases only a few times a year). Basic but in the same time in fashion. Have at least two : one perfectly fitted to your body and second one a little bit larger (you can easily find it in a second-hand store). I usually wear the last one with skinny jeans and add it to more causal outfits. The first one is perfect for an elegant look.
Ubranie - ikona. Noszona przez Audrey Hepburn, nauczycielki, Marlin Monroe, urzędniczki, Cary'ego Granta, uczniów liceum (niestety, w większości przypadków tylko kilka razy do roku). Podstawa, a jednocześnie taka modna! Najlepiej posiadać dwie: jedną idealnie dopasowaną, drugą luźniejszą (do znalezienia praktycznie w każdym ciucholandzie). Do czego nosić? Jak zakładać? Osobiście tę dopasowaną zakładam do bardziej eleganckich zestawów, luźniejszą częściej komponuję ze spodniami 3/4 i baletkami (jednak tak samo dobrze prezentuje się ze spódnicą).
JEWELERY
I like to play around necklaces and rings from time to time but there is one piece of jewelery I always wear. Earings. Little shiny earings brighten my face and suit every outift. They really do make a difference in your look.
Zdarza mi się nosić po kilka pierścionków lub bransoletek, ale zawsze mam na sobie parę tych samych kolczyków. Małe, błyszczące „rozjaśniają” twarz i pasują do każdego stroju.
BE PICKY
I never go to a mall with a voice in my head saying "I have to buy something". I don't have to. It's my choice. Being picky when it comes to clothes it's not a bad thing though it can be irritating - when you want to spend your savings and for the twelfth time you come back home with nothing, it's quite depressing. But getting right clohes is worth it. If you have even a little doubt when buying a piece of clothing I'd suggest - just don't buy it. Having quite a lot of experience in shopping (those tones of clothes in my wardrobe must have taught me something), I know that if I'm not convinced in buying a thing in 100 %, later it lays politely with clothes described as "Maybe I can use it some day" on the right and "I have such good memories with them" skirts. The only thing you risk if being picky is having clothes for every occasion and looking gorgeous on you. But this risk is only a pleasure, I suppose.
Nigdy nie wybieram się na zakupy z głosem świdrującym w głowie w rytm "Muszę coś kupić" (znacie ten hit, każda dziewczyna/kobieta nie mogła pozbyć się go z głowy przynajmniej kilka razy w życiu). Nigdy nie kupuję po to tylko, by kupić. Nie muszę. To mój wybór. Bycie wybredną w sprawie ubrań nie jest czymś złym, choć przyznaję, bywa irytujące - kiedy z oszczędnościami w portfelu wracacie po raz dwunasty ze sklepu z dosłownie niczym, czasem macie ochotę następnym razem chwycić za byle jaką opaskę z Hello Kitty, byleby tylko coś kupić...Ale to cierpienie się opłaca. Jeśli wahacie się nad kupnem ubrania, sugeruję - lepiej go nie kupujcie. Z mojego doświadczenia (te tony ubrań upchniętych w szafie musiały mnie czegoś nauczyć), wiem, że jeśli nie jestem pewna danej rzeczy w 100 %, potem zajmuje ona zaszczytne miejsce pomiędzy ubraniami "Może da się to jakoś przerobić", a spódnicami "Mam z tym takie dobre wspomnienia!". Porozrywana (fabrycznie oczywiście) fuksjowa tunika jest rozerwana akurat tam, gdzie nie trzeba? Proponuję odłożyć ją na wieszak. Czym więc się ryzykuje? Tylko tym, że w waszej szafie będą ubrania na każde okazje i doskonale się na was prezentujące. Ale takie ryzyko to chyba tylko i wyłącznie przyjemność.
ALWAYS PREPARED
That's a practical thing - I always keep a couple of safety pins in my bag. A t-shirt with too much low-cut? No problem. Sleeves that turned out to be too long? The solution is in your bag. Even while travelling, I would make a blouse from a shawl using just safety pins (well, this example is sort of extreme).
Agrafki to najpożyteczniejsze i najbardziej praktyczne rzeczy pod słońcem - zawsze mam ich pęk w torebce. Bluzka z za dużym dekoltem? Nie ma problemu. Rękawy, które okazały się za długie? W bocznej kieszonce znajduje się rozwiązanie. Nawet w czasie podróży (OK, ten przykład jest nieco ekstremalny), zdarzyło mi się kilka razy z szala czy długiej chustki stworzyć bluzkę lub sukienkę, wykorzystując tylko...agrafki.
LAST BUT NOT THE LEAST
Have your nails done, take care of your hair, find your favourite perfums, read books, watch movies. KEEP YOUR EYES OPEN.
Zadbajcie o paznokcie, włosy, znajdźcie ulubione perfumy, czytajcie książki, oglądajcie filmy. MIEJCIE OCZY SZEROKO OTWARTE.